Podatnicy, u których wartość sprzedaży opodatkowanej w 2009 roku była wyższa niż 50 tys. zł, ale nie przekroczyła 100 tys. zł, mogą skorzystać ze zwolnienia podmiotowego z VAT. Muszą tylko złożyć zawiadomienie o powrocie do zwolnienia VAT do urzędu skarbowego do 15 stycznia 2010 r.
Eksperci podkreślają: powrót do zwolnienia z VAT się opłaca. Przedsiębiorcy nie muszą np. prowadzić pełnej ewidencji, składać deklaracji VAT, wystawiać faktur VAT.
Od 1 stycznia 2010 r. zmieniła się kwota obrotu uprawniającego do korzystania ze zwolnienia podmiotowego z VAT. Do końca 2009 roku kwota uprawniająca do zwolnienia z rozliczania VAT wynosiła 50 tys. zł. Od tego roku obowiązuje wyższy limit zwolnienia (100 tys. zł zamiast dotychczasowych 50 tys. zł). Ostatnio skrócono również do jednego roku (były trzy lata) okres karencji po utracie zwolnienia lub rezygnacji z niego.
Dorota Stangreciak-Karpierz, ekspert podatkowy w Auxilium, wyjaśnia, że zgodnie ze znowelizowaną treścią art. 113 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług, od początku 2010 roku kwota limitu obrotu, uprawniająca do skorzystania ze zwolnienia podmiotowego, wynosi 100 tys. zł, a od 1 stycznia 2011 r. będzie wynosić 150 tys. zł.
Ustawodawca przewidział możliwość skorzystania z wyższego limitu również przez podatników, którzy utracili lub zrezygnowali ze zwolnienia w 2009 roku, mimo że nie upłynął roczny okres karencji.
Jaki podatnik ma prawo powrócić do zwolnienia podmiotowego w 2010 roku? Jakim obowiązkiem jest obwarowane skorzystanie ze zwolnienia podmiotowego w 2010 roku ? Komu opłaca się wrócić do zwolnienia podmiotowego w VAT?
Ewa Matyszewska
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 14.01.2010 (9) – str. B2-3
Od października do grudnia 2009 r. deweloperzy sprzedali w Polsce 7,3 tys. mieszkań – wynika z danych firmy Reas. Jest to wynik zdecydowanie lepszy niż w poprzednich trzech kwartałach, w których łącznie sprzedano mniej mieszkań. O zdecydowanej poprawie mówią też pośrednicy, którzy sprzedają mieszkania na rynku wtórnym.
Poprawił się klimat dla inwestycji w nieruchomości, bo zaczęto mówić o tym, że kryzys się kończy, a banki zaczęły powoli łagodzić politykę kredytową. Z drugiej strony ceny mieszkań spadły i nabywcy uznali, że obecny poziom jest już atrakcyjny.
– W stosunku do najwyższej średniej ceny mieszkań wprowadzanych kwartalnie do sprzedaży ceny z IV kwartału 2009 r. są o ponad 25 proc. niższe – mówi Kazimierz Kirejczyk, prezes firmy Reas.
– Jeśli ceny w dłuższym okresie rosną szybciej niż płace, to wiadomo było, że rynek tego nie wytrzyma i na pewno przyjdzie załamanie. Mieliśmy z nim do czynienia, a teraz, gdy jest taniej, ludzie znowu zaczęli kupować mieszkania – dodaje Robert Chojnacki, prezes redNet Consulting.
W naszych wyliczeniach przyjęliśmy średnie ceny mieszkań w poszczególnych miastach, ale nie jest tajemnicą, że w konkretnych lokalizacjach można kupić lokale dużo tańsze. O ile średnia cena w Warszawie to ponad 8,3 tys. zł za metr, to można znaleźć mieszkania po ok. 7 tys. zł za metr. Taka sytuacja jest we wszystkich dużych aglomeracjach.
W którym regionie Polski relacja średniej pensji do ceny 1 mkw mieszkania jest najkorzystniejsza ? Jaka jest nasza siła nabywcza na rynku nieruchomości w porównaniu z innymi krajami ?
Roman Grzyb
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 14.01.2010 (9) – str. C9 Forsal
Samorządy po raz pierwszy w tym roku muszą skrupulatnie rozliczyć się z obowiązku zapewniania średnich wynagrodzeń nauczycielom. Na sporządzenie analizy poniesionych wydatków za 2009 rok na ten cel pozostał im zaledwie tydzień.
Do tej pory, mimo że obowiązek zapewniania średnich nałożony jest na gminy od dziewięciu lat, to ze względu na brak realnych sankcji za niewywiązywanie się z niego, większość gmin dowolnie wyliczała te pensje. Nowelizacja Karty Nauczyciela (KN) spowodowała jednak, że w tym roku muszą sporządzić analizę, wyliczyć średnią zgodnie z rozporządzeniem, a w razie zaniżania płac – wypłacić dodatek uzupełniający.
Jak sprawdziliśmy, zdecydowana większość z nich płaciła za mało i musi teraz wypłacić dodatek. Na takie wyrównania gminy muszą znaleźć od kilkudziesięciu nawet do kilkuset tysięcy złotych.
Rząd wprowadził od początku ubiegłego roku do KN art. 30a i 30b. Przewiduje szczegółową kontrolę gmin i obowiązek składania przez nie sprawozdań z wykonania obowiązku zapewniania nauczycielom średnich płac. O ile samorządy w poprzednich latach wykazywały, że się z niego wywiązują i nie muszą wypłacać nauczycielom wyrównań, to w tym roku okazuje się, że pensje za ubiegły rok były zaniżane.
Z jakiego powodu gminom trudno jest oszacować, ile muszą dopłacić do pensji nauczycieli ? Kiedy będzie określone, jakie składniki wynagrodzenia powinny być uwzględniane przy wyliczaniu średnich ? Czy nowe przepisy uniemożliwiają gminom prowadzenie własnej polityki kadrowej ?
Artur Radwan
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 13.01.2010 (8) – str. B5
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) wspiera ze środków UE uczelnie, które kształcą przyszłych inżynierów. Jeszcze w styczniu ogłosi kolejny konkurs na tzw. kierunki zamawiane, czyli matematyczne, techniczne i przyrodnicze. Problem w tym, że rozpoczynając kolejną edycję programu, resort nauki nie wie, jakie są jego dotychczasowe efekty, ponieważ ich nie monitoruje.
Eksperci ostrzegają, że część pieniędzy wydanych w ubiegłym roku na dofinansowanie uczelni ścisłych nie zostanie wykorzystana efektywnie, ponieważ akcja ruszyła za późno.
Do programu kierunków zamawianych zakwalifikowały się 43 uczelnie, które realizują 64 projekty o łącznej wartości 370 mln zł. Największą część wydatków stanowią stypendia motywacyjne w wysokości 1 tys. zł, które przysługują najlepszym studentom kierunków zamawianych.
Żeby prowadzić taki kierunek, uczelnia musiała przynajmniej minimalnie zwiększyć liczby studiujących na nim osób w porównaniu z tzw. rokiem bazowym, czyli 2007/2008. Wtedy studia na tych kierunkach rozpoczęło 13,5 tys. studentów. Chcąc przyznawać stypendia motywacyjne w wysokości 1 tys. zł połowie studentów, uczelnia powinna zwiększyć nabór co najmniej o 10 proc.
Dlaczego wg ekspertów stworzono system, który bez reformy szkolnictwa średniego będzie tylko rozwiązaniem przejściowym ? W jaki sposób uczelnie starają się utrzymać przyjętych studentów ? Jakie kierunki dają największe gwarancje znalezienia pracy w zawodzie ? Kto powinien ustalać listę kierunków zamawianych?
Beata Lisowska
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 12.01.2010 (7) – str. B4
W 2011 roku rozpocznie się kolejna wymiana dowodów osobistych. Jak zapewnia rząd, mają one też pełnić funkcję elektronicznej karty ubezpieczenia zdrowotnego. W przychodni czy szpitalu nie będzie więc trzeba przedstawiać żadnych innych papierowych druków, które potwierdzą opłacanie składek do NFZ. Do identyfikacji wystarczy numer PESEL z dowodu. Cały system zacznie jednak działać dopiero od 2013 roku. Wtedy bowiem nowe dowody zostaną zintegrowane z systemem NFZ.
Wszystko wskazuje więc na to, że osoby, które po tej dacie nadal będą posługiwać się starymi dowodami, będą musiały nadal używać druków ZUS RMUA. Te jednak, jak zakłada rząd, mają zniknąć w 2012 roku. Zastąpią je roczne raporty o zapłaconych składkach. Nie wiadomo więc, jak pacjent będzie dokumentować prawo do świadczeń zdrowotnych.
Na dowodach, mimo że będą wyposażone w chipy, co daje możliwość zapisania w formie elektronicznej dodatkowych informacji, nie będą umieszczane dane medyczne, takie jak np. historia choroby, odbyte wizyty lekarskie czy przepisane leki.
– Nie ma takiej potrzeby. Wszystkie te informacje będą dostępne dla lekarzy za pośrednictwem innych platform internetowych – zapewnia Leszek Sikorski, szef Centrum Informatyzacji Systemów Ochrony Zdrowia.
Na dowodach i to tylko za zgodą ich posiadaczy, będą mogły być natomiast umieszczane dane ułatwiające służbom ratunkowym udzielanie świadczeń w sytuacji zagrożenia życia (np. grupa krwi czy informacja o chorobach przewlekłych).
Czy dowody będą jednocześnie pełnić funkcji europejskiej karty ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ) ? W jaki sposób prawo do ubezpieczenia zdrowotnego mają potwierdzać osoby, które wciąż będą posługiwać się starymi dowodami ? W jaki sposób będzie sfinansowana wymiana dowodów i koszt ewentualnego zakupu czytników kart przez świadczeniodawców?
Dominika Sikora, współpraca Bartosz Marczuk
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 11.01.2010 (6) – str. B6
Wykonawcy i podwykonawcy robót budowlanych będą mieli większe gwarancje wypłaty wynagrodzeń za wykonane przez siebie prace. Na ostatnim posiedzeniu Sejm przyjął bowiem nowelizację kodeksu cywilnego, która wprowadza szerszą ochronę małych i średnich przedsiębiorców działających w branży budowlanej.
– Przepisy te zwiększają bezpieczeństwo procesu budowlanego. Wykonawcy i podwykonawcy będą mogli żądać gwarancji zapłaty za wykonane przez siebie roboty – mówi Zbigniew Wrona, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Zgodnie z nowymi przepisami wykonawcy i podwykonawcy robót budowlanych mogą na każdym etapie prac żądać od inwestora gwarancji zapłaty. Ma ona na celu zabezpieczenie terminowej wypłaty umówionego wynagrodzenia za wykonanie robót budowlanych. Gwarancja taka powinna być udzielona w terminie 45 dni. Jeżeli inwestor nie wywiąże się ze swojego obowiązku, to wykonawca będzie mógł odstąpić od umowy z winy inwestora. Będzie mógł też uznać, że brak udzielenia mu gwarancji zapłaty jest przeszkodą w wykonaniu umowy.
– Powstrzymanie się od wykonania umowy nie będzie pozbawiało wykonawcy i podwykonawcy prawa do wynagrodzenia z tytułu zawartej umowy. Będą oni jednak musieli odliczyć to, na co nie ponieśli nakładów, i roboty, których nie wykonali. W ten sposób uzyskają czysty dochód, który mieli zamiar uzyskać z wykonania pracy – wyjaśnia poseł PO Jerzy Kozdroń, sprawozdawca projektu ustawy.
Czy inwestor będzie mógł ograniczyć możliwości żądania gwarancji zapłaty za roboty budowlane ? Jakich problemów małych firm działających w budownictwie nie rozwiąże nowelizacja ? W jaki sposób powinny być zawierane umowy z podwykonawcami ?
Arkadiusz Jaraszek
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 11.01.2010 (6) – str. B8
Magister prawa powinien mieć również prawo reprezentować stronę w postępowaniu cywilnym oraz przed sądami administracyjnymi, zarówno przed I, jak i II instancją, a nawet przed Sądem Najwyższym. Takie rozwiązanie zakładają dwa projekty nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, jeden komisyjny przygotowany w sejmowej Komisji Przyjazne Państwo, a drugi poselski. Dzisiaj w Sejmie ma się odbyć ich pierwsze czytanie.
Autorzy projektu proponują, aby pełnomocnikiem w sprawach majątkowych w postępowaniu cywilnym oraz przed sądami administracyjnymi mogła być każda osoba, która ukończyła wyższe studia prawnicze i uzyskała tytuł magistra lub zagraniczne studia prawnicze uznane w Polsce. Jedynie w sprawach z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego nadal obowiązywałby wymóg reprezentacji przez adwokata lub radcę prawnego.
Absolwenci prawa mogliby występować zarówno przed sądem I, jak i II instancji, a także, jak zakłada jeden z projektów, przed Sądem Najwyższym ze sporządzaniem kasacji włącznie.
Takie regulacje, zdaniem posłów, mają zapewnić rozszerzenie dostępności usług prawniczych. Zgodnie z danymi Naczelnej Rady Adwokackiej jedynie w 1,5 proc. spraw cywilnych Polacy korzystają z usług adwokatów.
– Polacy w przytłaczającej większości spraw sami reprezentują swoje interesy przed sądami – argumentują autorzy projektu. Jest to – ich zdaniem – reprezentacja wyjątkowo niedoskonała.
Badania przeprowadzone przez TNS OBOP na zlecenie Krajowej Izby Radców Prawnych w 2009 roku pokazały, że świadomość prawna Polaków jest zatrważająco niska. Przykładowo, tylko 18 proc. zapytanych wiedziało, że wyrok sądu I instancji nie jest ostateczny i można się od niego odwołać.
Dlaczego Krajowa Rada Radców Prawnych jest przeciwna żywiołowemu dopuszczaniu nowych prawników do zawodu ? Co powoduje – wg prawników – że system kształcenia nie przygotowuje absolwentów do udzielania profesjonalnej pomocy prawnej ? Jakie jeszcze nowe rozwiązania przewiduje poselski projekt ?
Agnieszka Bobowska
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 8.01.2010 (5) – str. B8
Jeśli nie podpiszemy aneksu do kontraktu jamalskiego, dzięki któremu Rosjanie zwiększą dostawy gazu do Polski do 10,3 mld m sześc. rocznie, w tym roku możemy mieć jeszcze większe niedobory gazu niż w 2009 roku.
Powodem do zmartwień są zapisy w obowiązującej wciąż umowie gazowej z Rosją. Jak dowiedział się DGP, kontrakt zakłada, że od nowego roku Gazprom dostarczy nam maksymalnie 7,5 mld m sześc. błękitnego paliwa rocznie, czyli prawie o 1 mld m sześc. mniej niż w minionym roku.
Zapisy kontraktu jamalskiego określały roczną wielkość dostaw surowca do Polski w 2009 roku na poziomie 6,9 mld m sześc. Umowa dopuszczała jednak 10-proc. elastyczność.
– Mogliśmy odbierać 10 proc. mniej lub więcej gazu. Oczywiście PGNiG zamawiało maksymalne ilości surowca. Od 2010 roku tracimy jednak tę możliwość – mówi osoba znająca zapisy umowy z Gazpromem.
W ubiegłym roku – oprócz 7,6 mld m sześc. zagwarantowanych w kontrakcie
– PGNiG kupiło od Gazpromu w ramach umowy letniej dodatkowe 0,8 mld m sześc. W efekcie Rosjanie dostarczyli nam w sumie 8,4 mld m sześc.
– Kontrakt jamalski nie daje nam możliwości zwiększenia dostaw w tym roku, istnieje co prawda 15-proc. elastyczność, ale tylko w dół – mówi nasz informator.
Dlaczego w drugiej połowie roku dostawy z Rosji mogą być jeszcze niższe ? Którzy odbiorcy mogą w pierwszej kolejności podlegać ograniczeniom dostaw ? Jakiej wysokości straty przemysłu są prognozowane w razie braku dostaw gazu ?
Michał Duszczyk
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 8.01.2010 (5) – str. C2 Forsal
Tomasz Świderek:
Gdyby mogła pani w tym roku, jako prezes UKE, zrealizować od początku do końca tylko jedną rzecz, co by to było?
Anna Streżyńska* :
Megaustawa, czyli ustawa o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych. Ona jest kluczowa. Albo parlament ją przyjmie bez żadnych zmian i stworzymy kompletnie inne szanse dla rynku telekomunikacyjnego, albo jej nie zrobimy i poza generalną kompromitacją stracimy szansę rozwoju kraju.
Jakie są szanse na przyjęcie bez zmian projektu przygotowanego przez rząd?
Nie wiem. W Sejmie prace zaczęły się od kwestionowania przez niektórych posłów jej konstytucyjności. A to zawsze źle rokuje.
Dlaczego według posłów jest niekonstytucyjna?
Nie wiem. To nie zostało jasno wyartykułowane.
Gdzie są główne zagrożenia dla ustawy?
Jest nim brak zrozumienia wśród wielu spośród tych, którzy będą ją uchwalali. Przed nami jest więc ogromny proces dotarcia do posłów z główną ideą tej ustawy i pokazanie, po co ją robimy, co inne kraje osiągnęły, tworząc takie prawo. Musimy przekonać posłów, że nie warto tego projektu rozdrabniać na kawałki.
Jak mi powiedziała autorka podobnej francuskiej ustawy, trzeba to zrobić za jednym zamachem. Mówiła, że potrzebowała dziesięciu lat, by wymóc na swoim rządzie i francuskich politykach dojście do takiego stanu, który jest dobry dla rynku. Twierdziła, że trzeba przekonać polityków, że nie ma sensu wywarzać otwartych drzwi i lepiej zastosować już sprawdzone rozwiązania.(..)
Dlaczego megaustawa telekomunikacyjna jest Polsce potrzebna? Ile jest pieniędzy unijnych przeznaczonych do wykorzystania na telekomunikację w Polsce? Czy porozumienie UKE–TP to fakt medialny? Kiedy UKE przeprowadzi przetarg na częstotliwości 2,6 GHz, które mogą zostać wykorzystane w miastach do szybkiego internetu w technologii LTE? Czy w tym roku uda się uzgodnić terminy i zasady uruchomienia naziemnej telewizji cyfrowej?
*Anna Streżyńska, od stycznia 2006 r. jest szefem Urzędu Komunikacji Elektronicznej, a od maja 2006 r. jego prezesem. Wcześniej była m.in. wiceministrem infrastruktury odpowiedzialnym za telekomunikację i doradcą ministra łączności
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 8.01.2010 (5) – str. C5 Forsal
Wypłatę wysokiego odszkodowania, ale i zwolnienie z pracy w trybie natychmiastowym u aktualnego pracodawcy – taką karę nałożył pod koniec grudnia na inżyniera jednej z dużych firm montażowo-drogowych Sąd Rejonowy w Siedlcach. Złamał on umowę o zakazie konkurencji, którą zawarł wcześniej na rok z byłą firmą.
To orzeczenie jest bezprecedensowe. Dotychczas sądy zasądzały w tego typu przypadkach wyłącznie odszkodowanie na rzecz byłych pracodawców. Nie rozwiązywały natomiast umów o pracę zawartych przez pracowników z konkurencyjnymi firmami.
Jak podkreślają prawnicy ten wyrok stanowi poważne ostrzeżenie dla kilkuset tysięcy osób. Tych, które zawarły z pracodawcami umowy o zakazie konkurencji, oraz tych, którzy zdecydują się takie klauzule podpisać. Mogą oni bowiem stracić pracę podjętą u konkurencji.
Siedlecki sąd w imieniu pracownika, który nie stawiał się na rozprawy, rozwiązał z jego aktualnym pracodawcą umowę o pracę w trybie art. 32 kodeksu pracy. Przewodniczący, sędzia Krzysztof Pawlukowski, powołał się na art. 64 kodeksu cywilnego, który mówi, że prawomocne orzeczenie sądu stwierdzające obowiązek danej osoby do złożenia oznaczonego oświadczenia woli zastępuje to oświadczenie.
Sąd napisał więc w imieniu pracownika wypowiedzenie z pracy, które zostało dostarczone jego obecnemu pracodawcy przez komornika sądowego. Zaocznie wydanemu orzeczeniu został nadany rygor natychmiastowej wykonalności. Pracownik wniósł sprzeciw do wyroku. Jego sprawę rozstrzygnie sąd wyższej instancji.
Jakie są konsekwencje faktu, że zasada wolności zatrudnienia nie ma charakteru bezwzględnego i dopuszcza ograniczenia ? Jakie są opinie prawników o wydanym wyroku ? Dlaczego związki zawodowe są przeciw propozycjom wpisania takiej sankcji utraty pracy do kodeksu pracy?
Katarzyna Bartman
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 8.01.2010 (5) – str. B5